O mnie
 
Polityk i ekonomista
 


Najnowsze komentarze
 
2014-03-29 23:07
poliwęglan do wpisu:
Wierząc w cuda
no i blog zakończony
 
2014-02-03 20:59
klimatyzacja do wpisu:
W gospodarce nic nie ginie
podstawa to dobrze wyciągać kasę z maluczkich
 
2014-02-03 20:58
klimatyzacja do wpisu:
Wierząc w cuda
cudów raczej nie będzie
 




 
Rok 2008
 

 
Rok 2007
 

 
Rok 2006
 


 Oceń wpis
   

Dwa razy w roku akademickim kierowana przeze mnie Katedra Gospodarki i Administracji Publicznej (GAP) Akademii Ekonomicznej w Krakowie organizuje dla naszych studentów wyjazdowe sympozja, które stanowią doskonałą okazję do wszechstronnego przedyskutowania ważkich zagadnień. W ostatni weekend w Ustroniu rozmawialiśmy między innymi o Bliskim Wschodzie i bezpieczeństwie energetycznym. Swoje opinie na ten temat przedstawili tacy znakomici eksperci jak: Andrzej Lubowski, Zygmunt Berdychowski, Igor Chalupec, gen. Mieczysław Bieniek, Michał Rutkowski oraz Marek Belka. Przysłuchując się interesującej debacie starałem się sformułować kilka zasadniczych jej konkluzji.

Bezpieczeństwo energetyczne to bezpieczeństwo międzynarodowe. Żaden kraj, nawet USA, nie jest w stanie zapewnić sobie tego w pojedynkę. Tym bardziej dotyczy to krajów słabszych. Bezpieczeństwo energetyczne Polski na dłuższą metę będzie funkcją naszej pozycji w Unii Europejskiej i skuteczności jej dialogu z Rosją. Z tego punktu widzenia sprawy mają się nie najlepiej. Temat podnosimy, ale niewiele osiągamy.

Bezpieczeństwo energetyczne jest ścisłym związkiem rynku i polityki. Ważne i jedno, i drugie – jaki rynek i jaka polityka? W Polsce dyskutujemy głównie o tym drugim aspekcie i przede wszystkim w kontekście mocarstwowych ambicji Rosji. Naszym politycznym myśleniem kieruje lęk przed zamkniętymi przez Rosję kurkami z ropą i gazem. Rosja będąc głównym europejskim dostawcą tych paliw będzie to wykorzystywać do realizacji swoich politycznych ambicji i wywierania nacisku. Wszak trudno powiedzieć, gdzie się kończy Gazprom, a gdzie się zaczyna Rosja. Tyle, że aby naciskać, trzeba sprzedawać. Rosja musi sprzedawać ropę i gaz, bo bez tego jej gospodarka się załamie. Groźba zakręcenia kurków, jest stosowana po to, aby korzystniej sprzedać lub wymusić dostęp do cudzych rurociągów i firm przetwórczych, a nie po to, aby odciąć dostawy w ogóle. Rosja na razie nie ma efektywnej możliwości przeniesienia swego eksportu paliw poza Europę. To się pojawi za jakiś czas, gdyż Rosja buduje trzy nowe linie przesyłowe ropy naftowej, w tym przede wszystkim w kierunku Chin i Indii. Motywacja Niemców czy Brytyjczyków popierających gazociąg na dnie Bałtyku wynika między innymi z tego, aby zapewnić, że rosyjski gaz przesyłany będzie do Europy Zachodniej a nie gdzie indziej. 

Polska bez większych problemów mogłaby otrzymać potrzebną nam ropę spoza Rosji. Tyle, że byłaby to ropa wyraźnie droższa. A to zagrażałoby naszemu bezpieczeństwu od strony ekonomicznej. Poważniejsza sytuacja dotyczy gazu, gdyż nie ma w tej chwili znaczących alternatywnych źródeł dostaw. Generalnie jednak, również ze względu na własny węgiel, jesteśmy znacznie bardziej samowystarczalni energetycznie niż kraje Europy Zachodniej i niż się potocznie sądzi. Bezpieczeństwo energetyczne Polski zasadniczo jest problemem przyszłościowym i strategicznym, a nie doraźnym.

Rozwiązywanie tego problemu wymaga krajowego ośrodka strategicznego myślenia, którego praktycznie nie ma. Stąd nie jesteśmy dobrze przygotowani do tej trudnej strategicznej gry ekonomiczno-politycznej, którą jest bezpieczeństwo energetyczne. Nasza polityka jest przez to bardziej polityką lęku niż kalkulacji. Lęki są przy tym wzmacniane przez kilka energetycznych lobby (węglowe, naftowe, energoelektryczne, gazowe), które tym łatwiej uzyskują korzystne dla siebie rozwiązania i decyzje polityków i urzędników. W rezultacie niektóre aspekty bezpieczeństwa energetycznego, jak np. ekologiczny, są skutecznie spychane na margines. I to się już wkrótce przeciwko nam obróci. 

Energetyczni lobbyści często mówią, że bezpieczeństwo kosztuje. Ekonomiści i politycy powinni jednak pytać – kogo? ile?, za co?. A przede wszystkim zastanowić się czy to co się lobbystycznie wymusza, tworzy rzeczywiste bezpieczeństwo, a nie jest tylko sektorową i stronniczą perspektywą. 

2007-01-15 09:53
Ogólne Komentarze (18)

Komentarze

2011-01-30 22:28:42 | *.*.*.* | tomoje.net.pl
Re: Strachy na Lachy? [2]
Cała nadzieja w alternatywnych źródłach energii. skomentuj
2013-04-04 15:38:47 | *.*.*.* | psy rasowe
Tak tylko trzeba sporych funduszy skomentuj
2013-09-15 15:05:16 | *.*.*.* | inwestycje-finanse
W związku z małym i dużym pakietem energetycznym, fundusze będą musiały się
znaleźć, inaczej Polska będzie musiała płacić gigantyczne kary:) skomentuj
2007-02-08 16:08:53 | *.*.*.* | lesec79
Re: Strachy na Lachy? [0]
Cytat:
Polska bez większych problemów mogłaby otrzymać potrzebną nam ropę spoza Rosji. Tyle, że
byłaby to ropa wyraźnie droższa. A to zagrażałoby naszemu bezpieczeństwu od strony
ekonomicznej.
Jest to nieprawda panie Jerzy, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo ekonomiczne. Baryłka ropy
159 litrów kosztuje w Londynie około 170 zł ( 57$) to daje około 1,10 zł za litr ropy.
Reszta ceny końcowej na CPNie (3,7 zł za litr ropy) to marże i podatki . Przychody PKN i
Lotosu ze sprzedaży paliw to około 50- 60 mld zł rocznie ( nie wiem ile jest w tym gazu LPG
a ile ropopochodnych - podejrzewam że stosunek jast jak 25% do 75%). Przewiezienie ropy
tankowcami do naftoportu w Gdańsku w/g Fitcha to koszt około 100 mln $ rocznie czyli okolo
300 mln zł. Jest to poniżej 1% przychodów firm czyli mogłoby spowodować wzrost ceny paliw o
2-4 gr na litrze. Różnica ceny (zakładając że rosyjska ropa bedzie nawet 20% tańsza niż np.
wenezuelska) wyniesie wraz z transportem góra 30 gr na litrze. Myśle jednak, że aż tak
wielkiej różnicy nie będzie. Nie sądze, aby to mogło ,,powalić " naszą gospodarkę. Wzrost
ceny ropy o 20gr byłby tylko wzrostem 5%-wym.
Cytat:
Poważniejsza sytuacja dotyczy gazu, gdyż nie ma w tej chwili znaczących alternatywnych
źródeł dostaw
http://forum.demokraci.pl/topic.php?id=2476 skomentuj
2007-01-15 19:35:33 | *.*.*.* | jim
Re: Strachy na Lachy? [1]
Dwie konstatacje:
1. Sądze, że budowa kolejnych rurociagów z Rosji, szczególnie do Chin może być korzystna
dla UE, uzasadnienie - odmienność cywilizacyjna i kulturowa Europy i Rosji powoduje, iż w
każdych negocjacjach Europa (w tym Polska) jest na słabszej pozycji, ta odmienność to w
dużym uproszczeniu stosunek do własności prywatnej i własnego obywatela, o ile elementy te
są fundamentem cywilizacji europejskiej o tyle w Rosji mają charakter marginalny, nawiasem
mówiąc niezmiennie od czasów 150 letniej zależności Ksiestwa Moskiewskiego od Wielkiej
Ordy, tak więc uzależnienie gospodarki rosyjskiej od takiego obiorcy jak Chiny w mojej
ocenie może realnie wzmocnić pozycję Europy jako alternatywnego kierunku odbioru gazu
2. zagrożenie bezpieczeństwa ekonomicznego przy wyższych cenach gazu np norweskiego o
którym Pan wspomina mozna przecież zmniejszyc poprzez zmniejszanie realnego wpływu
wielkości podatków (akcyza i VAT) w bilansie budżetowym, a więc ponownie w skrócie realna
siła gospodarki jest remedium na bezpieczeństwo energetyczne w tym i jego aspekt
ekonomiczny a nie tylko dywersyfikacja kierunków zakupu
Panie Profesorze prosze nie traktować mojego głosu jako polemikę (bo nię nie jest) ale
wypowiedź nie ekonomisty, "szarego polaka" próbujacego zachować w tych szalonych czasach
zdrowy rozsądek skomentuj
2007-01-17 09:12:24 | *.*.*.* | jerzy.hausner
Z mojej strony także dwa komentarze:

1. Dla krajów Europy Zachodniej dostawy gazu i ropy z Rosji są elementem dywersyfikacji
dostaw i ich bezpieczeństwa energetycznego. To dla nich znacznie pewniejsze źródło
dostaw niż Bliski Wschód czy północna Afryka. Pod tym względem sytuacja krajów Europy
Zachodniej i Europy Środkowej jest asymetryczna. A to stanowi obiektywną trudność w
wypracowaniu wspólnego podejścia do problemu. Sumarycznie Europa jest uzależniona od
dostaw paliw z Rosji i nie da się tego zmienić nawet w dłuższej (kilkunastoletniej)
perspektywie. Przy tym, mimo wysokich cen podaż paliw na rynku światowym jest mniejsza
od popytu. Jednocześnie wysokie ich ceny do czynnik blokujący demokratyzację Rosji.
Bezpieczeństwo energetyczne to skomplikowana gra strategiczna.

2. W ramach UE obowiązują nas uregulowania dotyczące akcyzy i VAT-u, co dotyczy także
paliw. Ponadto nie da się różnicować akcyzy i VAT-u w zależności od źródła pochodzenie
surowca. Tym samym droższy gaz pozostanie proporcjonalnie tak samo droższy, nawet gdyby
obniżyć akcyzę i VAT- do dopuszczalnego minimum.

jh skomentuj
2007-01-15 17:32:35 | *.*.*.* | judycki
Re: Strachy na Lachy? [6]
Rozsądnie Pan pisze, że nawet bym się zgodził z większością rzeczy, ale niestety nie mogę.
Był Pan członkiem rządu który zerwał kontrakt na budowę gazociągu norweskiego. Gdybyśmy to
zrobili, nie byłoby dziś tego problemu. Odnośnie ośrodka strategicznego, rozumiem że to też
samokrytyka. skomentuj
2007-01-17 09:13:11 | *.*.*.* | jerzy.hausner
Rząd Leszka Millera nie zerwał kontraktu norweskiego, tylko go nie sfinalizował.
Formalnie sprawa została odsunięta w czasie. Problem w tym, że w 1993 r. podpisana
została z Rosją umowa przewidująca poziom dostaw gazu, który znacznie przekracza nasze
potrzeby. Zgodnie z umową za ten gaz trzeba by płacić, nawet gdyby go nie odbierać.
Jednocześnie w umowie jest klauzula zakazująca reeksportu. Gdyby doszło do
sfinalizowania kontraktu norweskiego za jakiś czas mielibyśmy dodatkowo drogi gaz, z
którym nie wiadomo co zrobić. Zresztą jeśli rozwiązanie norweskie, to taka oczywista
korzyść dla Polski, to czemu obecny rząd nie wraca do koncepcji kontraktu norweskiego.




W 1996 r. przez kilka miesięcy organizowałem Rządowe Centrum Studiów Strategicznych.
Potem w ramach podziału stanowisk między kolicjantów, stanowisko prezesa RCSS objął
polityk PSL i w mojej ocenie spartolił sprawę. Centrum nigdy nie osiągnęło potencjłu i
rangi na miarę potrzeb. Mimo to było przydatne, także w sprawach energetycznych.
Popierałem koncepcję przekształcenia RCSS w Narodowe Centrum Studiów Strategicznych,
które byłoby instytucją państwową, a nie rządową i partyjną, o statusie zbliżonym
powiedzmy do GUS-u. Parlament nie poparł tego rozwiązania. Potem rząd Kazimierza
Marcinkiewicza doprowadził do rozwiązania RCSS i to było chyba jego jedyne
"osiągnięcie" w ramach programu "tanie państwo". Pozostaje nam tak naprawdę bardzo
kompetenty Ośrodek Studiów Wschodnich, który jednak zajmuje się politycznym aspektem
problemu i tylko w jednym wymiarze geograficznym. Ten ośrodek jako nadzorujący minister
wspierałem i chroniłem. Można sprawdzić.

jh skomentuj
2007-01-18 01:34:21 | *.*.*.* | judycki
W sprawie ośrodka strategicznego, czy też ogólnie myślenia długofalowego o
perspektywach rozwoju kraju, moja uwaga rzeczywiście była pochopna i
nieuzasadniona. Można się nie zgadzać z pańskimi pomysłami, aczkolwiek trzeba
przyznać że starał się Pan realizować pewno koncepcje dłuższe niż tylko jedna
kadencja. RCSS nie spełniało oczekiwań, aczkolwiek jego likwidacja, bez propozycji
co w zamian nie była rozsądna.

Co do gazociągu norweskiego, uważam że z dzisiejszego punktu widzenia trzeba
powiedzieć, że tamten projekt był słuszny. Być może były argumenty cenowe przeciw,
ale też nie wiemy ile będziemy płacić za gaz rosyjski np. za 3 lata. Zbyt duża
ilość gazu nie byłaby chyba takim kłopotem, zważywszy na to że np. Ukraina lub inne
kraje regionu też mają zmonopolizowane dostawy przez stronę rosyjską. Z tego co
mówił minister Woźniak wynika że rząd prowadzi negocjacje w sprawie tego kontraktu
i ma zamiar doprowadzić do budowy gazociągu. Tłumaczył jednak, że są problemy
spowodowane tym że Norwegowie po ostatnich rozczarowaniach, uważają nasz kraj za
mało przewidywalny.

Jest chyba rzeczą bardzo trudną dla obywatela rozstrzygnięcie argumentów obu stron.
Zarówno rząd AWS jak i obecny podpierają się w swoich posunięciach argumentami
fundamentalnymi takimi jak bezpieczeństwo państwa, czy suwerenność energetyczna. Z
drugiej strony Pan mówi że to byłaby decyzja irracjonalna ekonomicznie, oraz
sprzeczna z wcześniejszymi kontraktami z Rosją, które zobowiązują nas do odbioru
wielkich ilości gazu. Czyli, że mamy go pod dostatkiem i musimy wykonać kontrakty.
Z tego by wynikało, że ministrowie Steinhoff i Woźniak odpowiedzialni za te
działania lobbują na rzecz firm norweskich lub są niekompetentni i
nieodpowiedzialni, w obu przypadkach narażają interesy ekonomiczne państwa. Z kolei
gdyby przyjąć ich punkt widzenia oznaczałoby to że pańska strona sceny politycznej
działa z kolei na korzyść firm rosyjskich i celowo osłabia pozycję Polski. Oba
przypadki są nieprzyjemne do rozważania, ale przecież gdyby było inaczej to panowie
powinni mimo różnych barw partyjnych dojść do jakiegoś porozumienia, zamiast
zarzucać sobie niecne zamiary. Wszystkim powinno zależeć na tym samym. Działania w
sektorze energetycznym są trudne do realizacji w krótkim okresie, co powoduje że
aby jakakolwiek polityka była skuteczna potrzeba jej kontynuacji przez kilka
kadencji, co jest rzeczą niemożliwą dla jednej partii.

Pozdrawiam. skomentuj
2007-01-19 12:35:17 | *.*.*.* | jerzy.hausner
Dziękuję za interesującą wymianę poglądów.

Proponuję przyjąć tak, że jeśli uda się obecnemu rządowi doprowadzić do
uruchomienia budowy rurociągu norweskiego, to znaczy, że decyzja rządu Leszka
Millera była niesłuszna i straciliśmy niepotrzebnie czas. Tymi sprawami
zajmował się wówczas Marek Pol i wydawało mi się, że proponowane przez niego
zawieszenie rozwiązania norweskiego jest uzasadnione.



W ogóle nie przypisywałem nikomu niecnych zamiarów. A już na pewno nie
czyniłbym tego w stosunku do takich ludzi jak Janusz Steinhoff czy Jerzy Buzek,
których generalnie cenię i uważam za uczciwych To że na określony projekt różne
rządy patrzą różnie nie wynika koniecznie z tego, że jedni są dobrzy, a drudzy
źli lub że jedni są w jednym układzie a drudzy w innym. To zazwyczaj jest
kwestią odmiennych preferencji, czyli kryteriów oceny. Ważą też indywidualne
predyspozycje i doświadczenia decydentów. Nieszczęściem byłoby widzenie
problematyki bezpieczeństwa energetycznego w perspektywie spisku i zdrady.
Porażka murowana. skomentuj
2007-01-20 19:57:41 | *.*.*.* | zenon ziembiewicz
Jak to jest? Wielokrotnie mówi i piszę się, że umowy z Rosją na dostawy gazu
zobowiązują nas to różnych rzeczy pod groźbą kary (np. odbieranie gazu
nawet, gdy nie jest nam potrzebny). A czy Rosja nie zobowiązała się
dostarczać nam gazu? Czy za przerwy w dostawach, które spowodowane są ich
konfliktami z Białorusią, są zgodne z tymi umowami? Czy Rosji grożą wtedy
jakieś kary umowne i czy można je wyegzekwować? skomentuj
2007-01-25 11:59:32 | *.*.*.* | jerzy.hausner
Umowa na dostawę gazu przez Rosję ma wpisaną klauzulę "bierz i płać". To
oznacza, że kraj odbierający ma zapłacić za gaz, nawet jeśli akurat go
nie potrzebuje. To nie jest kara, tylko zasada, którą się powszechnie
stosuje przy tego typu kontraktach. W przeciwnym razie budowanie
rurociągów nie byłoby dla dostawcy opłacalne. Tego samego chcieli też od
nas Norwegowie. Co do kar umownych za wstrzymanie dostaw, to są one w
umowach przewidziane. Można je wyegezkować. Tyle, że przecież nie idzie
o zaprzestanie dostaw, tylko ich krótkotrwałe ograniczenie. To raczej
straszak niż konkretna strata. Gaz otrzymywałiśmy, tyle że z innego
kierunku. Nie bronię umów ani tych, którzy je podpisywali. Staram się
tylko wyjaśnić jakie w tym handlu obowiązują zasady. Generalnie na nie
musimy się godzić, o ile mamy rzeczywistą alternatywę.



jh skomentuj
2007-02-07 20:52:17 | *.*.*.* | infolinka
Myślę, że dobrze rozumiemtę zasadę: umowa zawiera postanowienia obu
stron w których każda deklaruje pewną ilość towaru jaki będzie
dostarczany w ramach tej umowy. Dostawca chce znać przybliżoną ilość
towaru jaką odbiorca deklaruje się odebrać. Dostawca organizuje
możliwości techniczne związane z eksploatacją złóż i przesyłem
towaru. Do tego dolicza koszty związane z zarządzaniem i
utrzymywaniem pozytywnych relacji z odbiorcą. Planuje dochód i zyski
na podstawie analizy opłacalności i zabezpiecza się przed sytuacją w
której klient zadeklaruje odbiór na określonym poziomie a w
rzeczywistości odbierze 45% za które zapłaci i dostawca zostanie z
balastem przeiwestowanego projektu.
Z drugiej strony zabezpieczony jest klient, który poprzez deklarację
zawartą w umowie ma pewność, że taka ilość towaru zostanie mu
dostarczona z zachowaniem wszystkich ustalonych parametrów. W razie
potrzeby można renegocjować umowę ale to kosztuje by żadna ze stron
nie nadużywała tej możliwości.
Nie sądzę by umowa z Rosją była dla nas tak niekorzystna jak na to
wygląda w świetle narzekań osób które przekazują sobie z ust do ust
zasłyszane komentarze. Nie mogę też powiedzieć nic konkretnego na
temat samej umowy, ponieważ nigdy nie miałam jej w ręku. skomentuj
2007-01-15 15:14:33 | *.*.*.* | wirek
Strachy i paranoje [4]
Przeciez Polska moze sie podlaczyc do rury baltyckiej z Niemcami i bedzie miala takie samo
bezpieczenstwo jak Niemcy. skomentuj
2007-01-17 09:13:32 | *.*.*.* | jerzy.hausner
Dla Polski lepsze rozwiązanie do druga nitka rurociągu jamalskiego, co jest częścią
umowy z Rosją. To jednocześnie rozwiązanie dużo tańsze i o niebo bezpieczniejsze
ekologicznie.

jh skomentuj
2007-01-15 17:34:36 | *.*.*.* | judycki
Tylko że, w tym momencie uzależniamy się energetycznie od Niemiec. Rozumiem że nam
chodzi o suwerenność energetyczną, bo w przeciwnym wypadku trzeba by to uznać
rzeczywiście za fobię antyrosyjską. Bo w czym niby lepsze są Niemcy od Rosji? skomentuj
2007-01-17 09:13:48 | *.*.*.* | jerzy.hausner
Niemcy to demokratyczny kraj należący do Unii Europejskiej, a Rosja nie. Choć
prawdą jest, że rurociąg bałtycki to nadal dostawy gazu rosyjskiego. Nam zależy na
dywersyfikacji źródeł dostaw, a faktycznie na stworzeniu alternatywy dla dostaw z
Rosji. Najrozsądniejszy wydaje się projekt gazoportu i możliwość dostaw gazu
skroplonego. To projekt realny, choć kosztowny.

jh skomentuj
2007-02-07 21:11:03 | *.*.*.* | infolinka
Budowa takiego gazoportu będzie kosztowna i zapewne przyniesie rozwój
miasta-portu w którym będzie realizowana. Taki projekt wymaga budowy
odpowiedniej infrastruktury, zatrudnienia specjalistów i dostarcza kolejnych
miejsc pracy. Przy okazji powstania tak rozległego projektu powstają i
rozwijają się inne firmy a to pociąga za sobą daleko idące zmiany. Myślę, że
nie będziemy musieli długo czekać na informację, że taki projekt będzie
realizowany. A to kiedy będzie realizowany zależy od pracochłonności
przygotowania analizy oraz wykonania dokumentacji terenowej, projektowej i
finansowej oraz ustalenia źródeł finansowania i udziałów w zyskach. skomentuj